No i stalo sie, musialam udac sie do FRRO (Foreigner regional registration office) w bombaju. Oczywiscie jestesmy w indiach wiec urzad w polsce i cala jego biurokracja moze sie przy indyjskim urzedzie schowac. tu jak nie dasz w lape to nawet stempelka nie dostaniesz, DOSLOWNIE! albo dostaniesz ale nie rozbie tego dzis tylko bede ci kazali przyjechac innego dnia, tylko po stempel. a wiadomo ze kolejny przyjazd wiaze sie z nieuniknionymi w bombaju korkami, co jest tragedia!
no to wygladalo to mniej wiecej tak: przyjechalismy do FRRO sama podroz samochodem zajela nam okolo godziny. chcielismy jechac taxi ale w bombaju dziala tylko jedna firma taxowkowa na telefon, ktora stwierdzila ze nie ma wolnej taxi na ta godzine, chociaz dzwonilismy godzine przed czasem:P wracajac do tematu, przyjechalismy do frro i oczywiscie nie ma gdzie zaparkowac. kompletnie! wiec K. zostawil mnie tam a sam pojechal szukac miejsca. wchodzi sie do tego ich "urzedu" pierwsze co trzeba sie wpisac to ksiazki /dane, numer tel i takie tam/. nastepnie trzeba sie udac na 3 pietro gdzie znajduje sie moje "ukochane" frro". nie bylam zbytnio zdziwina gdy zobaczylam dlugo kolejke do RECEPCJI :P tak, najpierw trzeba sie tu udac do recpecji, by ci sprawdzili moje dokumenty i powiedzilei mi gdzie mam isc w mojej sprawie ;)
owa kolejka steruje pan straznik :P i chociaz jestes 1 w kolejce mozesz dojsc do recepcji jako 10 :P wszystko zalezy od inwencji tworczej pana stranika ;) i komu pozwoli podejsc do urzednika ;) na szczescie ja mialam sytuacje na odwrot. bylam 10 weszlam jako 1;) /ah te blond wlosy i jasna karnacja;)/
urzedniczka zapytala sie po co przyszlam i sprawdzila moje dokumenty. namazala mi cos na ostaniej stronie i wskazala pierwsze drzwi na lewo ;)
no i zaczelo sie.... najpierw trzeba usiasc przy komputerku i wypelnic wnioski ktore urzednik ci wskaze, wyrukowac i dawaj w nastepna kolejke ;)
nastepna kolejka jest do pan ktore cala dokumentacje sprawdzaja ponownie, daja stempelek i takie tam. ciezko to nazwac kolejka poniewaz wyglada to tak ze ludzie siedza w jednym pomieszczeniu i jak jakas pani wychodzi to wskazuje osobe ktora bedzie teraz obslugiwac. znowu wszystko poszlo w miare gladko. wszystkie papiery mialam ok, plus zadala mi pare pytan gdzie mieszkam i takie tam ;)
poniej zauwazyla K. i nie chciala juz ze mna gadac tylko z nim. stwierdzila ze jednak potrzebny nam jest jeszcze jeden dokument z oplata skarbowa 100rs. okazalo sie ze oplata skarbowa moze byc tylko 50rs lub 500rs wiec musielismy zaplacic 5 razy tyle niz potrzeba! wrocilismy ponownie ze wszystkimi papierami ale baba mowi ze potrzebuje jakis stempel ale na nim musi podpisac sie jej szef, a szefa nie ma. K. naobiecywal jej roznych rzeczy ze wyslemy jej paczka do domu, to wtedy sie zgodzila zebysmy przyszli za 1,5godz to moze szef juz bedzie ;)
przychodzimy za 1,5 godz, siedzimy w kolejce a ta babka wychodzi i szepcze cos do K. po hindi. nie wiem o co chodzi. okazalo sie ze jezeli nie chcemy czekac dluzej musimy "zaplacic". no to idziemy ponownie do ich biura, w teczke wlozone 1000rs i sprawa byla zalatwiona w 10min. ;) i dostalam RESIDENCE PERMIT :)





