ostatnio zaczelam uprawiac naczelny sport w bombaju;) a tym sportem jest marsz.. tak tak zwykle chodzenie. to tutaj nie lada wyzwanie, tym bardziej, ze spacerujemy jak w saunie. gdy tylko zaczyna sie robic wieczor na ulice zeczynaja wychodzic tlumy. wszyscy maszeruja to pobliskiej promenady lub parku. spaceruja mlodzi i starzy. wyglada to przezabawnie, gdy widze babke ok 60 w tradycyjnym sari i adidasach ;)
o 18-19 na promenadzie kolo mojego domu czasem ciezko jes przejsc. niektorzy dolaczaja do tego treningu specyficzne wymachy ramion lub ruszaja rekoma tak jak przy nordic walking tyle ze bez kijkow;)
pewne grono osob ma inny sposob na cwiczenia. chodza z bandstand do mt marry i z powrotem. mr mary polozone jest na wzniesieniu, wiec wszyscy maja nadzieje ze dzieki wiekszemu wysilkowi szybciej zrzuca zbedne kilogramy.
co mnie bardzo smuci w bombaju nie da sie jezdzic na rowerze. juz nie mowie nawet o wyznaczonych sciezkach bo to dla nich tu brzmi jak science fiction, tym bardziej ze tu czesto nie ma nawet miejsca na chodnik. nie mozna jezdzic na rowerze po ulicach. tzn mozna ale chyba bym zginela w przeciagu pierwszego tygodnia.
w nastepnym tygodniu zaczynam szukac belly dance classes ;)zobaczymy co z tego wyniknie ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz