Dziś pojechałam z R. na małe zakupy. Najpierw do kosmetycznego, który znajduje się z 15 min rikszą od mojego domu. Warto dodać, że na razie chyba się tam sama nie wybiorę, ponieważ nie załapałam drogi, a oczywiście kierowca też jej nie znał i R. musiała w kółko mówić, gdzie facet ma skręcić.
Po kosmetycznym przyszedł czas na tytułowe buty. A to wcale nie taka prosta sprawa, jak mi się wydawało. Przejechaliśmy rikszą na ulicę, gdzie były same skepy z butami. Jeden obok drugiego. Wchodzę do pierwszego i nic. Wchodzę do drugiego i nic. I do nastęonego i następnego i NIC! Odwiedziłam z 10 sklepów i nie znalazłam odpowiednich butów, BO:
*dużo większy jest wybór butów płaskich niż na obcasie
*buty na obcasie to zazwyczaj klapki /taka tu moda, noszą to nawet do sari/
*buty z zakrytą piętą to marzenie nie do spełnienia
*wszystkie buty muszą być obowiązkowo przyozdobione cekinami, kolorowymi szkiełkami lub innymi bzdetami-oczywiście świecącymi się /im bardziej się świeci tym lepiej/
I JAK TU DOSTAĆ BUTY JAK WSZYSTKIE WYGLĄDAJĄ JAK Z BAZARU?
-albo zapłać krocie
-albo idź i sobie uszyj ;)
I tak po godzinie zniechęciłam się do dalszych zakupów;)
Na całe szczęście w trakcie pobytu w cukierni R. przypomniała sobie o jeszcze jednym sklepie i.... TAK! TAK! TAK! Znalazłam buty, zwykłe, czarne i w dodatku z zakrytą piętą! Mieli, AŻ 3 rodzaje takich ;) schowane na samym końcu alejki :)
Teraz mogę przyjeżdżać :P
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
a ja myślę,że w cekiniastych butach byłoby Ci do twarzy:)
OdpowiedzUsuńEdita, cekiny to Twój styl :D
OdpowiedzUsuń