piątek, 13 sierpnia 2010

USŁUGI

W Indiach wszystko co możliwe jest z dostawą do domu i to za darmo. Codziennie na naszej wycieraczce jest gazeta (koszt jednej to 2 rupie; 15 rupii= 1zl). Ludzie zamawiają też pieczywo. Wystarczy, że na wieczór wywiesisz torebkę na klamce swoich drzwi, a po przebudzeniu będzie na ciebie czekał świeży chleb (ok 3 rupie, 4 bułki). Ostatnio gdy się skaleczyłam, K. zamówił bandaż i wodę utlenioną, wszystko dowiezione w 20min ;)
W każdym sklepie jest facet, który otwiera przed tobą drzwi. Nie ważne czy sklep jest duży czy mały. Drzwi przecież ktoś otworzyć musi. Dlatego nawet, gdy idę do lokalnego spożywczaka spotykam gościa, który to za mnie robi.
Tutaj szewca można znaleźć dosłownie na ulicy. Mają swoje stanowiska na chodnikach. Tak samo jak pan, który dorabia klucze. Wymiana fleków w szpilkach 50 rupies, dorobienie klucza 40 rupies ;)
Jak wiadomo w Bombaju wielkim problemem są ciągłe korki. Ciężko jest także znaleźć miejsce do parkowania. Prawie każdy sklep posiada swoich panów parkingowych lub prywatny parking, gdzie za niewielkie pieniądze można spokojnie zostawić swój samochód i nie jeździć w kółko przez kilkanaście minut.
Zjawiskiem, które jest tu powszechne jest pani sprzątaczka w każdym domu. Wcale nie trzeba być bogatym by móc sobie pozwolić na tą przyjemność. Na początku nie mogłąm zrozumieć po co komuś mopowanie podłogi dzień w dzień, ale teraz już wiem. Z powodu ogromnych wiatraków, które zamontowane są na sufitach wpada do mieszkań trawa lub liście oraz dużo pyłu. Po drugie typ "mokrej łazienki" też nie czyni domu czystszym ;)
Jednego wieczoru poczułam się bardzo źle dostałam gorączki i dreszczy oraz przy okazji indyjskiej odmiany klątwy faraona ;) Z tego też powodu trzeba było wybrać się do lekarza. Jego "private clinic" wyglądała jak u nas budka na bazarku, a przed nią liczne donice z kwiatkami i ogrodowe krzesełka;) była tez poczekalnia wielkości 4m2 dlatego wybrałam ogrodowe krzesełko, tym bardziej że wewnątrz było bardzo tłoczno. Wszyscy na mnie spoglądali, ponieważ byłam jedyną "białą" osobą. Było to o tyle dobre, że nie musiałam się nawet zastanawiać co tu się po kolei robi. Szybko podeszła do mnie dziewczyna z recepcji i o wszystko sie wypytała i lekarz miał mnie przyjąć za 20 minut, chociaż byłam na czas. Oczywiście 20 min wydłużyło się do 40 ale nie byłam bardzo zdziwiona. Gabinet lekarza był mniejszy niż poczekalnie. Spytał się o parę rzeczy, sprawdził podniebienie i nara. A za całą wizytę zapłaciłam 10zl. Najlepsze było to, że obejmowało to także leki ;)

1 komentarz: