piątek, 30 lipca 2010

KINO


Jakiś czas temu wybraliśmy się z K. i R. do kina na film Inception /btw wszystkim polecam!!!/. Byłam bardzo ciekawa jak tu wygląda seans. No i nie rozczarowałam się.. Jest inaczej niż w Polsce. Nic tu nie może być zwyczajne ;)
Chociaż poszliśmy na film w środku tygodnia o godzinie 22 przy kasie zdobyliśmy OSTATNIE BILETY! W kinie były dzikie tłumy. Najwidoczniej film jest jedną z ich ulubionych rozrywek /w końcu to Bollywood ;)/.
Bilety są tańsze niż w Polsce (ok.17zl), ale ciężko je zdobyć jeżeli idzie się na nowy lub bardzo rozreklamowany indyjski film, który każdy chce zobaczyć. Chociaż kin jest wiele, na pewno nie świecą pustkami;) Bilet na niedziele trzeba kopić minimum dzień wcześniej, ponieważ niedziela jest tu "family day" i wszyscy gdzieś wychodzą, ale o tym poźniej.
To tak, pierwsza rzecz, która mnie zdziwiła zdarzyła się zanim jeszcze zdążyłam zajac swoje miejsce. Wchodząc do sali wszyscy nagle się zatrzymali i usłyszałam jakąś muzykę. Spytałam się K. co to ma być, dlaczego nie możemy iść, a on na to, że najpierw trzeba wysłuchac HYMNU!!!!!!! Byłam w głębokim szoku, ale zostałam poinformowana, że dzieje się to przed każdym seansem, Na ekranie wyświetla się grupa ludzi którzy w biały strojach (troche w stylu gospel)śpiewa ich hymn. To co wyświetla się w tym czasie na ekranie wygląda mniej więcej tak:

Po paru minutach zajęłam miejsce, miłym zaskoczeniem było to, że można rozłożyć sobie fotel do pozycji wpół leżącej. Naprawde dużo lepiej się ogląda.
Ale oczywiście cały film nie mógł przebiec bez żadnej niespodzianki. Co się okazało? W połowie film został przerwany. Nastąpiła 15 minutowa przerwa by ludzie mogli wyjść i kupić sobie więcej jedzenia!! Było to dla mnie śmieszne i irytujące, ponieważ byłam ciekawa co stanie się dalej w filmie, a te łakomczuchy (min 70% sali) wyszły i po 10 min zaczeli się złazić obładowani jedzeniem.
Po zakończeniu seansu wszyscy szybko wychodzą z sali i nie ma zwyczaju zabierać ze sobą pudełek po popcornie lub coli i innych przekąskach (warto zaznaczyć, że tam w kinie można sobie kopić prawie że obiad pizza itp). Wszystko zostaje na podłodze i fotelach, Może przez to nasz seans był opóźniony 30 min:P Bo obsługa tak długo sprzątała salę:P

środa, 28 lipca 2010


W końcu mam neta:) :) :)
Zaczynając od początku, było to tak....
Nie mam dobrych wspomnień z lotniska w Bombaju. Ludzie są tam bardzo niezorganizowani. Tak jak już wspominałam wcześniej jedna z moich walizek utknęła w Turcji ( na całe szczęście dostarczono mi ją w piątek). Na lotnisku ma się wrażenie, że więcej tam obsługi niż pasażerów. Nie wiem jakie są ich obowiązki, ponieważ 60% z nich po prostu siedzi na ławkach i rozmawia ze sobą.
Powracając do walizki. Najdziwniejsze było to, że jeszcze niczego nie zgłosiłam, a jeden chłopak z obsługi lotniska podszedł do mnie i powiedział, iż mój bagaż przyjedzie jutro. Nie wiem skąd wiedział, że ja to ja ;) No i wtedy się zaczęło... Wypełnienie formularza zajmuje im 20minut lub więcej i nawet chyba nie wiedzą jakie dane konkretnie są im do tego potrzebne, ponieważ co chwilę oddawali mi paszport, a później prosili o niego jeszcze raz. Przez to, że zgubiłam bagaż musiałam odpowiadać na głupie pytania na temat tego co było w tym bagażu, a przy okazji sprawdzili resztę moich walizek. Oczywiście coś im nie pasowało i stwierdzili, że rzeczy które mam są więcej warte niż zadeklarowałam i chcieli od nas wyłudzić pieniądze. K. przez to wdał się z jednym z oficerów w kłótnie. Najbardziej irytujące było to, że zaczął on wołać różne osoby i razem sobie oglądali moje rzeczy, i dyskutowali ile co jest warte, podając jakieś kosmiczne kwoty.
Najlepsze było to, że jak już przeszliśmy tą kontrolę trzeba było jeszcze raz prześwietlić walizki i mi pozwolili przejść bokiem, a K. musiał to zrobić, chociaż ja ciągnęłam jego bagaż, a on miał mój który oni przed chwilą oglądali. Ale kto zrozumie Indian? ;)
Gdy wyszłam na zewnątrz było bardzo duszno, ale na całe szczęście szybko znaleźliśmy jego kuzyna, który przyjechał nas odebrać. Z lotniska do mieszkania jechaliśmy może 15 minut, ale nie zdążyłam się nawet rozejrzeć wokół, ponieważ byłam bardzo zmęczona po podróży oraz tej szopce , w której braliśmy udział na lotnisku.
Porobię fotki i pokaże jak wygląda okolica gdzie mieszkam :)

wtorek, 20 lipca 2010

Jestem tu już prawie tydzień, a i tak nie załatwiliśmy wiele. Wszystko się odciąga w czasie. W ciągu dnia trudno jest załatwic więcej niż jedną rzecz /albo i to nie/.

Nadal nie mam internetu, ponieważ były jakieś stare niepopłacone rachunki za telefon w tym mieszkaniu. Na szczeście wszystko już zostalo uregulowane, ale teraz czekamy na zatwierdzenie naszego zgłoszenia.

W sklepach ciężko znalesc to czego sie szuka. Do jednej listy zakupów podchodzimy kilkakrotnie. Obecnie szukamy gdzie znalesc ociekaczke na mokre talerze itp.

Jak będę mila internet w domu, to napisze wiecej. Obecnie wszystko jest ok :)
Ludzie sa bardzo przyjaznie nastawieni:)

Ale nadal nie mogę zrozumiec dlaczego majonez kosztuje 20zl a ser feta 22zl ;)
Życie definitywnie nie jest tu tanie...

POZDRAWIAM WAS!

czwartek, 15 lipca 2010

NA MIEJSCU

Dotarlam na miejsce, na razie bez zdjec bo obudzilam sie moze 3 godziny temu.
nie mam jeszcze internetu w domu. Wskszystko wyglada dziwnie, ciezko mi obecnie cokolwiek skomentowac.

musimy isc do sklepu i pokupwac wszystko do mieszkania. bo obecnie nie mam nawet lodowki, nie mowiac juz o innych rzeczach.

jest strasznie duszno. temperatura moze nie jest wysoka ale po 20 min jest sie calym mokrym

bede pisac pozniej bo niedlugo zlozymy podanie o ineternet. mam nadzieje ze maksymalnie w tydzien bede miala stale lacze.

z ogolnych informacji moge poweidziec tylko to ze zgubili na lotnisku moj bagaz i zostalam w 2 koszulkach. opisze to wsztystko pozniej.

pozdrawiam i sie nie martwcie. wszystko jest ok.
nikt mi nie zabral paszportu /jeszcze/:P lub sprzedal gdzies jak inni podejrzewali;)

niedziela, 11 lipca 2010

PAKOWANIE

Zaczęłam się pakować, ale idzie mi to powoli. Trzeba się zastanowić co mi się przyda, a co jest zbędne. Oczywiście w domu zostawiam prawie wszystkie ciuchy "przed kolano" /oprócz paru par szortów/ oraz wszystkie bluzki z dekoltami, bo i tak ich tam nie założę. Mam 3 walizki ale mogę teraz śmiało powiedzieć, że to za mało :P

Żadnych specjalnych rzeczy nie kupowałam. Nie licząc kremów z filtrem, parę paczek moich ulubionych sosów i podkładu, ponieważ nie jestem pewna czy dostane tam w moim odcieniu.

Jutro lecę pozałatwiać ostatnie sprawy jak zrobienie xero najważniejszych dokumentów oraz kupienie woreczka strunowego do bagażu podręcznego. Mam nadzieję, że znajdę w sklepie odpowiedni.

Pozdrawiam wszystkich tych, których nie zdążyłam odwiedzić przed wyjazdem. Obiecuje, że nadrobię wszystko przy pierwszej wizycie :)

środa, 7 lipca 2010


Właśnie wróciłam z Lublina po 3 dniach. Zostało mi już mało czasu, a spraw do załatwienia przybywa. A ja, głupia łudziłam się, że będzie na odwrót ;)
Dziś odebrałam paczkę z prezentem dla jego mamy i jestem nim załamana, ponieważ wyobrażałam sobie to zupełnie inaczej. Mam nadzieję, że się do niego przekonam, inaczej będę się wstydziła to wręczyć. M. mówi, że nie jest zły, K. także. Może po prostu za bardzo się tym stresuje.
Na całe szczęście w Lublinie znalazłam większość rzeczy, których szukałam. Uwielbiam centrum plaza ;) Wszystko z 20% taniej niż w Warszawie :)
Jutro za to czeka mnie nasze tradycyjne nocne gotowanie z dziewczynami:)Przynajmniej jeden pozytywny aspekt zbliżających się dni.