piątek, 20 sierpnia 2010

Tydzień temu byłam na urodzinach córki kuzyna K. Oczywiście nie zawiodłam się, bo oczywiście coś musiało być inaczej ;)
Cała familiada (ok 20 osób) została zaproszona na obiad na godzine 21.30. Tak, tak dla nich to O B I A D! Na całe szczęście nie wyskakuje tam już nikt z kolacja ;)
Wszyscy zjawili się jak na indiańców bardzo punktualnie (my byliśmy ostatni:P). Na całe szczęście nikt się nie bawił w startery i od razu wszyscy zaczęli od dania głównego.
A że restauracja nazywała się sizzlers, to wszyscy pozamawiali te dymiące talerze;) nie radzę wtedy siedziec "pod wiatr" /klimatyzacji/ ;)

U nas na urodziny dziecku raczej daje się zabawki, gry itp Tutaj wszyscy bez wyjątku dają pieniądze w kopercie, na której piszesz swoje imię oraz życzenia.
Po obiedzie obowiązkowo MUSI być deser. W tym wypadku był to tort z okazji urodzin. Było zdmuchiwanie świeczek oraz tradycyjne "happy birthday to you" i wtedy stało się coś innego... Nagle solenizantka włożyła swoją rękę w tort wzięła kawałek i dała zjeść go ze swojej ręki najpierw ojcu, potem matce, a następnie wszystkim goścom. Dobrze, że nie siedziałam blisko jej rodziców bo bym nie miała pojęcia co ona ode mnie chce:P hahah
Jednego dnia byliśmy na innym rodzinnym obiedzie, który odbył się z okazji mojego przyjazdu do indii. Wszyscy tym lokalu byli po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni ;) my odwiedziliśmy to miejsce ponownie wczoraj. Restauracja nazywa się global fusion. Już na pierwszy rzut oka robi świetne wrażenie. Wnętrze ogromne i całość wykonana w tajskim stylu. Chociaż wszystko znajduje się wewnątrz budynku, w ogóle się tego nie odczuwa, ponieważ są tam porobione sztuczne oczka wodne, niektóre stoliki są w formie altanek itp.
Tym razem wszyscy zaczęli od starterów, W pewnym momencie miałam wrażenie, że już nie zmieszczę dania głównego. Jedzenie tam to po prostu poezja. Mogę wszystkim polecić pieczoną baraninę w sosie słodko ostrym, pieczone krewetki z serem oraz kurczaka w miodzie i sezamie.
Do restauracji ludzie przychodzą tu najczęściej całymi rodzinami. Rzadko się zdarza aby przy stoliku było mniej niż 4-6 osób. Oczywiście wszyscy odstrojeni. Jedno co mnie zdziwiło to to, że dziewczynki które mają po 10-12 lat chodzą tu w butach na obcasach. Kobiety ubierają się przeróżnie. Od normalnych zachodnich ciuchów po kurty i sari. Mężczyźni w większości noszą normalne jak dla nas ubrania. Czasem dodatkiem do tego jest kolorowy turban ;)

piątek, 13 sierpnia 2010

Film I

Oto króki film, który nagrałam gdy byliśmy w calabie.


USŁUGI

W Indiach wszystko co możliwe jest z dostawą do domu i to za darmo. Codziennie na naszej wycieraczce jest gazeta (koszt jednej to 2 rupie; 15 rupii= 1zl). Ludzie zamawiają też pieczywo. Wystarczy, że na wieczór wywiesisz torebkę na klamce swoich drzwi, a po przebudzeniu będzie na ciebie czekał świeży chleb (ok 3 rupie, 4 bułki). Ostatnio gdy się skaleczyłam, K. zamówił bandaż i wodę utlenioną, wszystko dowiezione w 20min ;)
W każdym sklepie jest facet, który otwiera przed tobą drzwi. Nie ważne czy sklep jest duży czy mały. Drzwi przecież ktoś otworzyć musi. Dlatego nawet, gdy idę do lokalnego spożywczaka spotykam gościa, który to za mnie robi.
Tutaj szewca można znaleźć dosłownie na ulicy. Mają swoje stanowiska na chodnikach. Tak samo jak pan, który dorabia klucze. Wymiana fleków w szpilkach 50 rupies, dorobienie klucza 40 rupies ;)
Jak wiadomo w Bombaju wielkim problemem są ciągłe korki. Ciężko jest także znaleźć miejsce do parkowania. Prawie każdy sklep posiada swoich panów parkingowych lub prywatny parking, gdzie za niewielkie pieniądze można spokojnie zostawić swój samochód i nie jeździć w kółko przez kilkanaście minut.
Zjawiskiem, które jest tu powszechne jest pani sprzątaczka w każdym domu. Wcale nie trzeba być bogatym by móc sobie pozwolić na tą przyjemność. Na początku nie mogłąm zrozumieć po co komuś mopowanie podłogi dzień w dzień, ale teraz już wiem. Z powodu ogromnych wiatraków, które zamontowane są na sufitach wpada do mieszkań trawa lub liście oraz dużo pyłu. Po drugie typ "mokrej łazienki" też nie czyni domu czystszym ;)
Jednego wieczoru poczułam się bardzo źle dostałam gorączki i dreszczy oraz przy okazji indyjskiej odmiany klątwy faraona ;) Z tego też powodu trzeba było wybrać się do lekarza. Jego "private clinic" wyglądała jak u nas budka na bazarku, a przed nią liczne donice z kwiatkami i ogrodowe krzesełka;) była tez poczekalnia wielkości 4m2 dlatego wybrałam ogrodowe krzesełko, tym bardziej że wewnątrz było bardzo tłoczno. Wszyscy na mnie spoglądali, ponieważ byłam jedyną "białą" osobą. Było to o tyle dobre, że nie musiałam się nawet zastanawiać co tu się po kolei robi. Szybko podeszła do mnie dziewczyna z recepcji i o wszystko sie wypytała i lekarz miał mnie przyjąć za 20 minut, chociaż byłam na czas. Oczywiście 20 min wydłużyło się do 40 ale nie byłam bardzo zdziwiona. Gabinet lekarza był mniejszy niż poczekalnie. Spytał się o parę rzeczy, sprawdził podniebienie i nara. A za całą wizytę zapłaciłam 10zl. Najlepsze było to, że obejmowało to także leki ;)

czwartek, 12 sierpnia 2010

Ostatnio cały czas chodzę i nucę tą piosenkę. Chyba za często ja puszczają w radio ;)

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Nowe Zdjęcia

Wczoraj znalazłam chwilę i porobiłam parę fotek:)
Kategoria jedzenie: KLIKNIJ TUTAJ

oraz trochę z calaby: KLINKIJ TUTAJ

środa, 4 sierpnia 2010

BUTY

Dziś pojechałam z R. na małe zakupy. Najpierw do kosmetycznego, który znajduje się z 15 min rikszą od mojego domu. Warto dodać, że na razie chyba się tam sama nie wybiorę, ponieważ nie załapałam drogi, a oczywiście kierowca też jej nie znał i R. musiała w kółko mówić, gdzie facet ma skręcić.
Po kosmetycznym przyszedł czas na tytułowe buty. A to wcale nie taka prosta sprawa, jak mi się wydawało. Przejechaliśmy rikszą na ulicę, gdzie były same skepy z butami. Jeden obok drugiego. Wchodzę do pierwszego i nic. Wchodzę do drugiego i nic. I do nastęonego i następnego i NIC! Odwiedziłam z 10 sklepów i nie znalazłam odpowiednich butów, BO:
*dużo większy jest wybór butów płaskich niż na obcasie
*buty na obcasie to zazwyczaj klapki /taka tu moda, noszą to nawet do sari/
*buty z zakrytą piętą to marzenie nie do spełnienia
*wszystkie buty muszą być obowiązkowo przyozdobione cekinami, kolorowymi szkiełkami lub innymi bzdetami-oczywiście świecącymi się /im bardziej się świeci tym lepiej/

I JAK TU DOSTAĆ BUTY JAK WSZYSTKIE WYGLĄDAJĄ JAK Z BAZARU?
-albo zapłać krocie
-albo idź i sobie uszyj ;)

I tak po godzinie zniechęciłam się do dalszych zakupów;)
Na całe szczęście w trakcie pobytu w cukierni R. przypomniała sobie o jeszcze jednym sklepie i.... TAK! TAK! TAK! Znalazłam buty, zwykłe, czarne i w dodatku z zakrytą piętą! Mieli, AŻ 3 rodzaje takich ;) schowane na samym końcu alejki :)
Teraz mogę przyjeżdżać :P

niedziela, 1 sierpnia 2010

OKOLICA



Ostatnio zrobiłam parę zdjęć by pokazać wam jak wygląda miejsce gdzie mieszkam:)
Może pogoda nie była wyśmienita na fotografowanie, no ale zawsze coś.
Mieszkam w dzielnicy, która się nazywa Bandra(w). Mówią, że jest to najlepsza dzielnica w tym mieście i chyba rzeczywiście tak jest. Widok białego człowieka nikogo tu bardzo nie dziwi, co nie znaczy, że ludzie się na mnie nie patrzą. Po prostu nie robią tego tak nachalnie:) Tu gdzie jest moje mieszkanie jest bardzo cicho i spokojnie. Po wyjściu przed ogrodzenie budynku od razu widać morze. Nie przejeżdża tędy wiele samochodów, więc nie słyszę w kółko tego irytującego trąbienia.
A tak wygląda ta ulica:

Trzeba przyznać, że jest tu bardzo ładnie i zielono :) Gdybym szła w dół tej ulicy od razu bym zeszła na promenadę, gdzie jest wiele knajpek oraz spacerujących osób- głównie panów lub obściskujących się par (każda pod swoją parasolką).
Odnośnie panów, to nikogo nie dziwi dwóch facetów trzymających się za ręce. Jest to dowód męskiej przyjaźni i to nie gejowskiej.

Jak widać cały czas jest pochmurno i pada, pada, pada ;)
Gdybym poszła w górę mojej ulicy po 2 min dotarłabym do znanego kościoła Mount Mary.
Słyszałam, że jest on najstarszy w Bombaju. Każdego dnia można tam zobaczyć wiele osób, które wspinają się po schodach by pomodlić się przy tej figurze.

Sam kościół jest cały czas zamknięty, nie wiem dlaczego. W koło oczywiście są stragany i stali bywalcy- żebracy, ale akurat nie są tak nachalni jak w innych częściach miasta, którzy nie odejdą od ciebie póki się nie schowasz w jakimś budynku lub nie wsiądziesz do samochodu.

Wracając do tego gdzie konkretnie mieszkam to tak wygląda "podwórko" przed budynkiem

Oprócz miliona roślin w doniczkach, drzew, betonu i samochodów nic tam się nie znajduje. Oczywiście nasz budynek jest "chroniony" 24h na dobę;) Dwóch strażników siedzi sobie na ogrodowych krzesełkach i rozmawiają sobie całymi dniami. Warto dodać, że pan strażnik nie ma postury ochroniarza. Jest to raczej starszy pan i to cherlawy. Sądzę, że gdybym napadła go z wałkiem do ciasta nie wiem czy dałby mi rady;) Według mnie strażnicy pełnią bardziej funkcje "wywiadowcze". Zawsze można się go spytać, czy był ktoś u nas pod naszą nieobecność lub żeby nas powiadomił o tym i o tamtym ;)
Kończąc posta pokażę wam jeszcze jak wyglądają tu drzwi do mieszkania. To co mnie rozśmieszyło już pierwszego dnia, a K. nie wiedział z czego się tak śmieje, bo wydawało mu się to normalne. Tutaj powszechne jest "okienko w drzwiach". O tak, nie wizjer! Tu ma się całe okno by zobaczyć, kto do nas przyszedł. Najgłupsze w tym jednak jest to, że jak otworzysz okno to przybysz wie, że jest w domu. Więc nawet gdy nie masz ochoty na wizyty i tak musisz otworzyć drzwi;)

A teraz drzwi od wewnętrznej strony po otwarciu okna: