środa, 9 marca 2011

Dzis byli u mnie ponownie “spece” od internetu. Juz od 2 tygodni wysylamy reklamacje to MTL(panstwowa firma telekomunikacyjna w indiach), ze internet nie pracuje tak jak powinien. W koncu przyslali nam pana “speca”. Pan spec mial okolo 60 lat, caly byl umorusany I nie wiem czy dokladnie wiedzial po co przyszedl. Wykrecil kilka numerow z naszego telefonu I stwierdzil, ze jeszcze nas odwiedzi, ale musi sie dowiedziec wiecej na temat tego problemu. Jak przystalo na prawdziwego speca mial tez swojego “pomagiera”. Pan pomagier nosily za nim w dwoch reklamowkach narzedzia I podawal mu wedle rozkazu typu “siostro skalpel” I pan pomagier szukal w swoich reklamowkach tego o co zapytal akurat pan spec. Dzis przyszli ponownie. Akurat nie bylo K. w domu. Otworzylam drzwi nie sprawdzajac przez okienko kto przyszedl I patrze, ze to oni ponownie. Powiedzialam im, ze nie mowie po hindi, ale ze caly czas probowali cos mi wytlumaczyc (typu: “internet check, internet check” lub “no working?”) zadzwonilam do K. I dalam im sluchawke. Podobno przyszli sprawdzic lacza. Poprosili o krzeslo I gazete. (odnosnie zastosowania gazety w indiach napisze innym razem) I znikneli gdzies z moim krzeslem. Po pol godziny wrocili. Oczywiscie pierwsze co zrobilam to sprawdzilam czy zwrocili mi krzeslo;-). Obecnie pan spec I pan pomagier rozkrecaja wtyczke do gniazdka. Bardzo to zabawnie wyglada. Taka praca grupowa;-) jeden trzyma wtyczke, drugi srubokret;-) kazdy daje drugiemy cenne rady. Pan pomagier do trzymania wtyczki nawet okulary w tym celu zalozyl. NIe wiem co z tej naprawy wyniknie… ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz